Worte und Wörter

Zasób słów, które znajdziesz w tej aplikacji, wybrałem intuicyjnie. Zanim przejdziesz do rozwiązywania quizzów, warto moim zdaniem zapoznać się z typologią tych słów, którą zobrazowałem przykładami z języka polskiego – mojego języka ojczystego. W ten sposób chciałbym zachęcić wszystkie polonistki i polonistów do tego, żeby sporządzili podobne quizzy językowe dla języka polskiego.
Paronimy dominują zarówno w języku polskim, jaki i niemieckim, np. szyb, r.m. – szyba, r.ż. (Mienenschacht, m. – Glasscheibe, f.). Polisemy występują przeważnie we słownictwie fachowym, np. kubek, r.m. – kubek smakowy (Trinkbecher, m. – Geschmacksknospe, f.) ; Metafory przede wszystkim w nazwach roślin i zwierząt, przy czym mają one kilka podklas: a) czyste metafory, np. Löwenzahn, m. (dmuchawiec) b) półmetafory, np. Sichelschnabel m. (orłodziobek) c) rzeczowniki dzierżawcze, np. Höckerschwan m. (łabędź niemy), a następnie nieuwzględnione tutaj d) określenia osób, np. Langfinger m. (kieszonkowiec), e) Pars pro toto, np. Weißkittel m. (biały fartuch), f) katachrezy, np. Flaschenhals m. (szyjka od butelki), g) ikony, np. Herz n. (serce) oraz h) metonimie, np. Nase f. (świnka pospolita). Przykładem czystej metafory w języku polskim jest ptasie mleczko, r.n. (Vogelmilch, f.), półmetafory sokół wędrowny, r.m. (Wanderfalke, m.), zaś rzeczowników dzierżawczych paź królowej, r.m. (Schwalbenschwanz, m.) Spolszczenia nie są tak rozpowszechnione jak w języku niemieckim, stały się natomiast popularne w okresie PRL-u, np. czekolada, r.ż. – tabliczka mleczna, r.ż. (Milchtafel, f.)
Zarówno w języku polskim, jak i niemieckim zadomowiły się skrótowce – nie można ich pomylić z podobnie brzmiącymi skrótami. W przypadku skrótowców mowa o nowych słowach, które wypowiadamy zawsze w konkretny sposób, skróty natomiast rozumiemy jedynie jako graficzne warianty danego słowa, które wypowiadamy każdorazowo w całości. Skrótowce dzielimy na: a) skrótowce jednoczęściowe, w tym skrótowce początkowe, np. Abo[nnement] n. i skrótowce końcowe, np. [Violon]cello n.; b) skrótowce wieloczęściowe, w tym skrótowce inicjalne, np. A[nruf]B[eantworter] m. (automatyczna sekretarka), skrótowce sylabowe, np. Schi[eds]ri[chter] m. (sędzia [sportowy]) i skrótowce mieszane, np. S[chnell]-Bahn f. (szybka kolej miejska). Przykładami skrótowców początkowych z potocznego języka polskiego to: zapro[szenie], r.n. (Einladung, f.) i wykon[anie], r.m. (Auftritt, m.), skrótowców końcowych: [super]market, r.m. (Supermarkt, m.), skrótowców inicjalnych: W[ychowanie]F[izyczne], r.n. (Sportunterricht, m.), skrótowców sylabowych: żel[azo]bet[on], r.m. (Stahlbeton, m.), skrótowców mieszanych specj[alna]komisja, r.ż. (Sonderkommission, f.) Elipsy można natomiast podzielić na a) zwroty grzecznościowe, np. [Ich wünsche dir einen] Guten Tag! (Dzień dobry) b) zwroty idiomatyczne, np. Hast du sie [=Tassen im Schrank] noch alle? (Czy postradałeś zmysły?) c) grupy przymiotnikowe, np. ein kleines Schwarzes [=Kleid] (mała czarna). W polskim języku codziennym spotkamy niejedną elipsę: zwroty grzecznościowe takie jak Na [twoje] zdrowie! (Zum Wohl!), zwroty idiomatyczne takie jak golnąć jednego [kielicha] (einen trinken), grupy przymiotnikowe takie jak [kotlet] schabowy, r.m. (Schweineschnitzel, r.n.) czy też [zupa] pomiodorowa, r.ż. (Tomatensuppe, f.) stały się częścią codziennego języka polskiego.
Nie jest tajemnicą, iż niemiecki system czasownikowy jest daleki od polskiego, dlatego obędę się bez porównywania jednego od drugiego. Chciałbym tylko zaznaczyć różnicę między słowami powstałymi na wskutek uniwerbizacji, a grupami słownymi i złożeniami. W przypadku grup słownych (Wortgruppen) rzeczownik zachował wszystkie właściwości. Piszemy je osobno zarówno w formie odmiennej, jak i nieodmiennej, np. Rad fahren – ich fahre Rad (dawniej *radfahren, ale: ich fahre Rad), jeżdżę rowerem. W przypadku złożeń (Zusammensetzungen) rzeczownik zatracił prawie wszystkie swoje właściwości. Piszemy je w formie nieodmiennej łącznie, np. eislaufen, w formie odmiennej jednak osobno: Ich laufe eis, jeżdżę na łyżwach. W przypadku uniwerbizacji rzeczownik zatracił wszystkie swoje właściwości. Piszemy je zawsze łącznie, bez względu na odmianę:  †willfahren – ich willfahre, dogadzam.
Podsumowując powyższe wywody można łatwo dojść wniosku, że w języku polskim inaczej niż w języku niemieckim mamy do czynienia z większą ilością grup przyimkowych lub grup przymiotnikowych przed lub po rzeczowniku. Zdecydowanie mniej jest popularnych w języku niemieckim złożeń, np. Spülbecken, n. jest również złożeniem w języku polskim: zlewozmywak r.m., ale nie w przypadku tego i wielu innych słów jak Rotwein, m. = czerwone wino r.n. itd. Miejmy nadzieję, że badaczki i badacze języka polskiego podejmą się tego trudnego, ale równie emocjonującego tematu.

www.pakulaonline.com/worte-und-woerter

Mój peeling

Spróbowałam go po raz pierwszy, gdy zaczęłam mieć problemy ze skórą. Moja cera pogorszyła się z początkiem lata. Straciła dawny, zdrowy blask, a zamiast tego była pokryta okropnym tłustym filmem. Zapytałam koleżanki, co byłoby wskazane w takim przypadku. Odpowiedziała jedno: Po prostu zrób to. Wypróbuj go. Znalazłam go na aplikacji w telefonie. Był zdumiewająco wysoko oceniany przez Użytkowniczki. Chwaliły go przede wszystkim za to, że można było na nim polegać dosłownie w każdej sytuacji. Jedne sięgały po niego ranem, kiedy czuły że po prostu tego potrzebują, a inne wręcz przeciwnie – nocą. Jeszcze inne zabierały go zawsze ze sobą – obojętnie, czy robiły właśnie zakupy w swojej ulubionej galerii handlowej, czy odwiedzały swoją mamę. I co najważniejsze: Jego charakter był naprawdę, ale to naprawdę wyjątkowy. Miał aż trzy różne preferencje. Mogłam się z nim spotykać codziennie, przy czym spotkania te trwały wtedy dużo krócej; dwa razy w tygodniu – i właśnie wtedy spotkania te trwały zdecydowanie dłużej, lub – z czego korzystało najmniej Użytkowniczek – przebywały z Nim sam na sam nawet godzinami, nie zamieniając wtedy ani słowa. Liczyła się po prostu ta niewypowiedziana obecność. Czuły się po niej naprawdę dużo, dużo lepiej i zapominały z czasem o swoich Byłych. Liczył się tylko ten unikatowy mandarynkowy zapach, którego nie znały po prostu nigdy przedtem. To prawda, niezależnie od tego jak często z Nim bywałam, działał po prostu zbawiennie na różne części mojego ciała. Użytkowniczki, jak i sami jego rodzice, mówili co prawda o twarzy, szyi i dekolcie, lecz szybko zorientowałam się, że tak samo wyjątkowo dba o moje nogi czy plecy. Akceptował mnie bezwarunkowo. Czasami myślałam, że jestem Jego Jedyną. Że nie miał i nie będzie miał przede mną lub po mnie żadnej innej. Zastanawiałam się, czy nie wzgardza męskimi twarzami, szyjami, nogami czy plecami, bo był zdumiewająco delikatny w obejściu ze mną, leczy szybko wyrzuciłam tę myśl z mojej głowy. Byliśmy więc od tej pory nierozłączni. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy pogubiłam się w zaleceniach Jego rodziców. Pomyliłam spotkania dwa razy w tygodniu o wydłużonym czasie ze spotkaniami codziennie o czasie znacznie krótszym. Jeszcze innym razem ze spotkaniami tylko raz w tygodniu na bardzo długi czas. Moja skóra nie zaakceptowała tego. Gdy się z Nim rozstawałam, była po prostu niezdrowo, rzodkiewkowo czerwona. Nie miałam pojęcia, co mam robić. Szukałam pomocy u innych, lecz czułam się tylko bardziej osłabiona i zrezygnowana. Użytkowniczki, które przeżyły dokładnie to samo co ja, nie mogły mi za wiele pomóc. Zostały po prostu same i przez długi czas żyły w abstynencji. Mój wątek na forum został w końcu zamknięty, bo w rozpaczy zaczęłam spamować całą stronę. Wiedziałam, że jedyne co mogę zrobić to wystawić mu ocenę i nie wracać do Niego nigdy więcej. Napisałam następującą recenzję: „Spotkaliśmy się po raz pierwszy, kiedy moja skóra była zmęczona gorącym latem. Wcześniej cieszyłam się zdrową, naturalnie wyglądającą skórą, lecz w krótkim czasie stała się ona błyszcząca i pokryta oleistym filmem. Chłopacy przestali się za mną oglądać, a dziewczyny obracały się i wytykały palcem. Wiedziałam, że najwyższy czas z tym skończyć. Przeczytałam wiele pozytywnych opinii na jego temat i nie zastanawiałam się ani chwili dłużej. Od razu przyjął mnie w swoje objęcia, ponieważ doskonale wiedział, że ten mizerny stan nie może trwać wiecznie. Zachwycił mnie swoją wyjątkową konsystencją, zniewalającym mandarynkowym zapachem i bezkonkurencyjną wydajnością. Przyznaję – w końcu z nadmiaru obowiązków czy po prostu ze zwykłej bezmyślności – straciłam rachubę w spotkaniach z Nim. Moja skóra nie była teraz ani matowa, ani błyszcząca i ziemista, lecz po prostu wściekle czerwona. Byłam okropnie na Niego zła. Byliśmy ze sobą naprawdę szczęśliwi. Nie brakowało nam po prostu nic więcej, lecz dla Niego było to zwyczajnie za dużo. Chciał mnie od siebie odstraszyć, chwytając po ostatnią z możliwych form samoobrony – agresji. Leży teraz na dnie moich wspomnień, a moja cera powoli wraca do normy. Nie wiem, co mam robić dalej. Jestem zupełnie przybita. Drogie Użytkowniczki, wiem tylko jedno – po dwóch miesiącach spotkań już do Niego nie wrócę, a mówiąc prościej: „Ilość spędzonego, przepraszam, zmarnowanego czasu: dwa miesiące i ani jednego więcej”.

Cuprum Arena 2009, Lubin / Lüben . Projekt: mgr inż. arch. Przemysław Borkowicz. Zdjęcie za uprzejmą zgodą Cuprum Arena Galeria Lubińska Sp. z o.o. Sp. k.

(Nowy) Stary Kontynent

Według danych z lipca 2018 r. polski złoty jest niedoszacowany nawet w 42,1 %, co oznacza że realny kurs złotówki powinien wynosić około 2,50 zł. Sytuacja ta zmusiła wielu Polaków do emigracji do Wielkiej Brytanii, krajów skandynawskich czy Niemiec. Znam przypadki Polaków, którzy po ukończeniu swojej edukacji nie przepracowali w Polsce nawet ani jednego dnia.

Mój powrót do Polski był wyjątkowy. Jestem Polakiem, mam polski paszport, ale czułem się tu obco. We Wrocławiu, inaczej niż w Polsce centralnej możesz się czuć względnie bezpiecznie, bez względu jakiej jesteś narodowości itp. Tutaj nie grozi ci pobicie za to, że mówisz po niemiecku czy po ukraińsku – bo dokładnie o takich przypadkach można ostatnio czytać w internecie. Jednak jeżeli większość ludzi wygląda inaczej od ciebie, a ty jako dziecko nie zdawałeś sobie z tego sprawy, bo czy dziecko marnuje swoją energię na porównywanie się do innych? – to może być pewnego rodzaju problem.
Wrocław po pięciu latach mojej nieobecności zmienił się dosyć znacząco. Wcześniej nie było tutaj aż tak wiele nowoczesnych biurowców, a teraz znajdują się one dosłownie prawie na każdym osiedlu. Po przewrotach we wschodniej Ukrainie, rozmowy po ukraińsku w środkach komunikacji publicznej są codziennością. Smartfony zawładnęły prawie wszystkimi – co nawet mi jako osobie która uwielbia spędzać czas przy komputerze naprawdę trudno zrozumieć. Smartfon zastąpił człowiekowi już dosłownie wszystko. Nikogo  nie powinien dziwić widok człowieka kładącego telefon na terminalu płatniczym lub przy kupowaniu biletu. Co najbardziej mnie boli, to dziewczyny, które od kiedy pamiętam były, a teraz po prostu są zmanieryzowane, a kudłate pompony niekiedy wielkości dziecięcej głowy, doczepiane do torebek są tego flagowym przykładem.
Przeprowadzając się do Polski, miałem świadomość, że nie będę zarabiał w europejskiej walucie, lecz w naszej narodowej złotówce. Mogłoby się wydawać, że to żaden problem, lecz dla osoby, której tak długo nie było w kraju, był to po prostu szok – ceny produktów codziennego użytku, czyli tzw. produkty szybkozbywalne były i nadal są porównywalne, a czasami nawet wyższe od cen za zachodnią granicą. Jeżeli nie prowadzisz dużego, dobrze prosperującego przedsiębiorstwa i jesteś niejako skazany na comiesięczną wypłatę, może to być nie lada wyzwanie. Chciałbym się więc przyjrzeć nie tylko zjawisku różnicy cen takich produktów, ale i standardach panujących w polskich sklepach.
Jedną z przyczyn, dlaczego ceny takich produktów są aż tak zróżnicowane, jest tak zwany efekt owczego pędu. Polacy nie kupują produktów szybkozbywalnych w polskich sklepach, lecz w zagranicznych sieciówkach. Za jedną osobą, która zdecyduje zaoszczędzić czas – bo to właśnie takie sklepy stoją prawie na każdym rogu, ale i pieniądze – ponieważ takie sklepy kuszą swoich klientów promocjami – idzie dziesięć, a za tymi dziesięcioma następne sto itd. Tymczasem małe polskie przedsiębiorstwa, często zlokalizowane w tak zwanych halach targowych większych polskich miast, nie mają szans na rozwój, ponieważ są zdane tylko na wąską grupę klientów, która ceni sobie bezpośredni kontakt z właścicielem firmy, czy jeśli nie wyłącznie dostęp do mało popularnych produktów. Polskie produkty są w zagranicznych sieciówkach często albo wymieszane albo umieszczone nad lub pod wysokością wzroku, czyniąc je często niewidzialnymi dla kupujących.
Zagraniczne sklepy działające na polskim rynku zdają się tymczasem nie interesować znaczącym niedoszacowaniem polskiej waluty wobec euro. Jak mówi Piotr Lesiak, koordynator indywidualnego doradztwa rynkowego przy Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej, za porównywalny produkt, który kosztuje w Niemczech jedno euro, Polak musi obecnie zapłacić w złotówkach, które mają z kolei mniejszą równowartość w euro. Według danych z lipca 2018 r. polski złoty jest niedoszacowany nawet w 42,1 %, co oznacza że realny kurs złotówki powinien wynosić około 2,50 zł. Sytuacja ta zmusiła wielu Polaków do emigracji do Wielkiej Brytanii, krajów skandynawskich czy Niemiec. Znam przypadki Polaków, którzy po ukończeniu swojej edukacji nie przepracowali w Polsce nawet ani jednego dnia, tylko zdecydowali się po prostu opuścić kraj.
Przejdź dalej

Zdjęcie za uprzejmą zgodą Fundacji Historycznej Liegnitz (mBank 92 1140 2017 0000 4102 1305 4855)

Osowa Sień

Osowa Sień to średniej wielkości wieś leśno-łanowa położona na granicy Dolnego Śląska i Wielkopolski. Do połowy XVII w. była w posiadaniu rodziny Ossowskich herbu Awstacz, po czym została sprzedana przez Andrzeja Ossowskiego rodzinie Żychlińskim herbu Szeliga. W 1739 r. doszło do przełomowego podziału miejscowości na majątek górny, środkowy i dolny.
Majątek Osowa Sień Górna był dziedziczony w okresie późniejszym głównie po linii żeńskiej, między innymi przez żonę Jana Baltazara von Schlichtinga, którego daleki krewny założył pobliską miejscowość Szlichtyngowa. Ostatnią znaczącą dla historii majątku kobietą była żona Eugeniusza Fryderyka Henryka von Seherr-Thoß – Anna Julia Teresa von Brandenstein.
Na jej życzenie Eugeniusz Fryderyk Henryk von Seherr-Thoß dokonał rozbiórki dawnego dworku, aby na przełomie wieków wznieść gmach eklektycznego pałacu. Po jego śmierci małżonka oddała majątek w piętnastoletnią dzierżawę, a następnie przepisała go na swojego wnuka Lotara von Brandenstein, który mieszkał tutaj z rodziną do 24.01.1945 r.
W latach 1939-1941 pałac funkcjonował jako kryjówka grupy ruchu oporu skupionej wokół Karola Fryderyka Goerdelera współdziałającego przy zamachu na Hitlera. Po wojnie został przejęty przez Państwowe Gospodarstwo Rolne. 31.12.1995 r. stał się filią Szkoły Podstawowej w Osowej Sieni. W 2007 r. został wystawiony na sprzedaż. W drodze przetargu zakupiło go polsko-duńskie małżeństwo, które zaadaptowało go na hotel butikowy.
Jedna z czterech córek Lotara von Brandenstein, Jolanta von Brandenstein, mieszkała po ewakuacji rodziny m. in. w pałacu swojego kuzyna Aleksandra von Brandenstein-Zeppelin i dopiero pod koniec lat 60. zaczęła pracować jako pisarka pod pseudonimem Leonie Ossowski. Jej twórczość stanowią m. in. fikcjonalne utwory, zainspirowane historią jej rodziny na polsko-niemieckim pograniczu, jak i powrotami do Polski w latach 70., 80. i 90. XX w.
Zespół pałacowy składa się z rządówki, budynków gospodarczych, stodół, stajni, gorzelni oraz szczątków rodzinnych mauzoleów na nieistniejącym już cmentarzu. Drzwi wejściowe pałacu od strony północnej są zdobione po lewej i po prawej stronie monogramami, a na samej górze herbami rodzin fundatorów. Po stronie południowej pałacu znajduje się zabytkowy park w stylu angielskim. Na jego powierzchni rosną m. in. platany, lipy, dęby, kasztany, klony i magnolie.
Rzut gmachu pałacu składa się z centralnie położonego czworoboku z prostopadłymi przybudówkami po stronie zachodniej i wschodniej. Poszczególne elementy budowli są przykryte dachami o zmiennych wysokościach i kształtach. Nad budowlą wznosi się pięciokondygnacyjna wieża zwieńczona strzelistym hełmem oraz małymi wieżyczkami w narożnikach. Do zachowanych elementów architektonicznych należą dekoracje sztukatorskie i ceramiczna posadzka.
W latach 30. XX w. zredukowano ilość elementów fasady do minimum i pomalowano ją na kremowo. Po 1945 r. pałac był regularnie plądrowany przez szabrowników, uszkodzeniu uległa stolarka podłogowa i okienna, rozebrano również ogród zimowy i dwa tarasy. W 1995 r. przebudowano wszystkie pokoje na małe klasy. Dopiero w wyniku adaptacji na hotel w roku 2007, przywrócono historyczny układ pałacu zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Pokoje gościnne nawiązują zarówno nazwą, jak i wystrojem do tytułów utworów Leonie Ossowski: Są to apartamenty Stern ohne Himmel (Gwiazda bez nieba), Weichselkirschen (Wiśnie), Blumen für Magritte (Kwiaty dla Magritte’a), Neben der Zärtlichkeit (Obok delikatności), Wolfsbeeren (Wilcze jagody), Das Zinnparadies (Cynowy raj), Holunderzeit (Pora czarnego bzu), Das Dienerzimmer (Służbówka).

Literatura: Anon, Geschichte des Dorfes Röhrsdorf. [w:] „Das Fraustädter Ländchen“, nr 1. Dortmund 1960. s. 3-4. W. Dworzaczek, Schlichtingowie w Polsce. Szkic genealogiczno-historyczny. Warszawa 1938? s. 168. [http://www.wbc.poznan.pl/publication/53224], A. Pufendorf, von. Die Plancks. Eine Familie zwischen Patriotismus und Widerstand. Berlin 2007. s. 375. J. Saniuk, Pałac Osowa Sień Górna, [w:] B. Bielinis-Kopeć, Zamki, dwory i pałace województwa lubuskiego. Zielona Góra 2008, s. 222-224; Korespondencja z L. Ossowski z 11.11.2017 r oraz z A. Złoczewskim z 7.10.2017 r.

Kampania przeciw…

Trzeba przyznać, że społeczność osób identyfikująca się z tożsamością inną niż heteroseksualna, ma pewny problem z publicznym wyrażaniem swoich poglądów. W moim mniemaniu tworzy coraz to nowsze koncepty tożsamości, i coraz to nowsze symbole dumy, co prowadzi do coraz bardziej zamazanego obrazu tej grupy. Nie wiadomo na końcu, z czego jest tak naprawdę dumna – czy aby na pewno tylko ze swojej emancypacji? Szczególnie stowarzyszenia, które niejako reprezentują takie grupy, powinny mieć na uwadze, żeby wysyłać do społeczeństwa czytelne komunikaty, aby w ten sposób pomóc im w mozolnej drodze do równouprawnienia. Problem zaostrza się wtedy, gdy dochodzi do tego stawianie się w roli ofiary, sugerujące że grupa osób nieheteroseksualnych jest grupą jako tako słabą. Ta tendencja jest szczególnie widoczna w naszym kraju. Kampania Przeciw Homofobii z siedzibą w Warszawie to stowarzyszenie, które jak sama nazwa wskazuje, nie działa jedynie na rzecz osób nieheteroseksualnych (czyli homo-, trans- oraz biseksualnych), ale głównie przeciwko osobom, które są do tych osób nastawione wrogo. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że ta wzajemna wrogość jest budowana pośrednio przez samą organizację w ogólnodostępnych materiałach. Na stronie stowarzyszenia opisuje się kolejne homofobiczne ataki na osoby nieheteroseksualne, a żeby sprawom stało się zadość, opisuje się akty wyroków śmierci na takich osobach na Bliskim Wschodzie, w którym panuje zupełnie inna obyczajowość. Tym samym nie trudno się domyślić, że osoba nieheteroseksualna, która dopiero odkrywa swoją tożsamość będzie zamiast dzielić się z nią ze światem, ukrywać jeszcze bardziej. Ta patowa sytuacja będzie jednak rodzić kolejne konflikty, gdyż sam problem tworzą takie właśnie media, a przykłady agresji wobec osób nieheteroseksualnych rodzą się właśnie z nieuzasadnionego strachu osób nieheteroseksualnych przed osobami, które do tej społeczności nie należą. Powiedzmy sobie szczerze, przeciętny Polak czy Polka pilnują swojego nosa, a to nie bycie w związku z osobą tej samej płci wzbudza wrogość, ile odczuwalne poczucie dyskomfortu spowodowane strachem przed stygmatyzacją. Stowarzyszenie czerpie podobnie jak społeczności osób nieheteroseksualnych za granicą z moim zdaniem nielogicznych symboli jak flaga w kolorach tęczy, czyniąc z wąskiej grupy społecznej grupę narodową, tyle że w tym przypadku w wersji spolszczonej i sugerującej ponadto, że Polska jest narodem pod tęczową flagą. Nie oszukujmy się, Polska nie była i nie jest takim krajem, podobnie jak inne środkowoeuropejskie kraje. Podsumowując, stowarzyszenie powinno gruntownie zmienić swoje założenia, aby zamiast informować o kolejnych atakach na swoje biuro, informować jak najwięcej o osobach nieheteroseksualnych. Zarówno dla samych osób, które odkrywają swoją tożsamość, jak i dla ich otoczenia: przyjaciół, znajomych, pracodawców. Coś musi nie grać, jeżeli z kilkunastu oddziałów stowarzyszenia, wszystkie zostały zamknięte. Należy postawić na otwarty dialog pomiędzy społecznością osób nieheteroseksualnych, a społecznością do tej grupy nienależącą. Ile razy można przeczytać opinie na temat, że to nie sama grupa i przejawy jej tożsamości seksualnej budzą strach, lecz właśnie ta powiedzmy sobie szczerze nachalna, upierdliwa wręcz retoryka, która zamiast edukować o specyfice tej grupy, zmusza do jej akceptacji, łamiąc zasady demokratyczne. I trudno się nie zgodzić, dla większości społeczeństwa specyfika tej grupy już zawsze będzie budziła jeżeli nie zniesmaczenie – bo o nim często w opiniach na temat męskiego homoseksualizmu mowa – ile zaciekawienie. I do tego zaciekawienia społeczeństwa osoby nieheteroseksualne powinny moim zdaniem przywyknąć, o ile zależy im na pokojowej koegzystencji. Podtrzymując wcześniejsze uwagi, jestem zdania że tak agresywne próby narzucenia innym swojej ideologii zawsze będą spełzać na niczym.

W 2017 r. Niemcy zostały 14 krajem w Europie legalizującym związki małżeńskie osób tej samej płci.