#Literatura

Cień

Cień

– Myślałem, że spotkamy się online… – Tak też jest w porządku – powiedziała Wioleta, wyjmując z torebki błyszczyk. – Bardzo bałem się tego spotkania, nie byłem na terapii jakieś dziesięć lat. – My zaczynamy od nowa, a to czy te terapie odniosły rezultat… – W ogóle nie odniosły, dobrze wiedziałem że tkwię w beznadziejnej sytuacji i sprawiałem wrażenie, jakby mnie to bawiło. Moje cierpienie było moją zabawą. Taki sadomasochizm. – Wyjmij z siebie torturującego się. – Słucham, o co ci chodzi, Wioleta, przepraszam ale… – Po prostu to zrób. – Dobrze, wyjmuję z siebie torturującego się. – Jak wygląda? – Jest zielony. Wygląda jak jaszczur. Nawet nie patrzy w moją stronę. – Zapytaj go, dlaczego się torturuje. – Nie chce nic powiedzieć. Trzyma zadartą głowę. – Wyjmij z siebie swoich kolegów ze szkoły. Postaw ich obok jaszczura. Co się dzieje? – Rzucają w niego kamieniami. – A co robi torturujący się? – Zasłania się rękami. – Powiedz do torturującego się: Masz prawo się bronić. Przez chwilę zawahałem się i wziąłem głęboki oddech, żeby znowu wrócić do ciała. – Czy coś zrobił? – Tak, wyjął swój ogromny jęzor, oplótł nim rówieśników i wrzucił w otchłań. Momentalnie poczułem ogromną ulgę. Opowiedz mi o swojej szkole, jak się tam czułeś? – Fatalnie. W czasie lekcji wuefu zamykałem się w salce i zaczytywałem się w podręcznikach. Wkrótce ktoś to zauważył i podmienił zamki. Nie mogłem tam wrócić. Moje wargi zaczęły drżeć. – Co czujesz w wargach? – Robaki, dużo robaków, wypadają mi z twarzy, tak dużo ich jest. – Powyciągaj je. – Ale jak…ich jest za dużo, nie mogę. – Wyciągaj. Z zamkniętymi oczami dotknąłem ust, żeby wyjmować to robactwo jedno po drugim i rzucać w otchłań. Nie wiem, jaki wyraz twarzy miała Wioleta, bo widziałem tylko siebie i robaki, a trwało to naprawdę długo. – Wszystkie? Na pewno? – Tak myślę, że tak. I znowu, kolejna ulga tym razem dwa razy silniejsza niż ostatnio. – Czy oprócz twojego dziadka, ktoś jeszcze zmarł z twojej rodziny? – Tak, moja ciocia Halinka. – Czy dobrze ją pamiętasz? – Tak, bardzo dobrze pamiętam jak spacerowaliśmy po osiedlu. Ona pracowała chyba w laboratorium. Nie pamiętam zbyt dobrze. Ale pamiętam jej słowa, kiedy pytałem co u niej: „Stara bieda” – nie wiem czy to był żart, ale w głębi duszy wiedziałem, że nie jest wewnątrz szczęśliwa. Zmarła na wylew, wcześniej miała już wylew i zachowywała się bardzo kuriozalnie, trochę bałem się na nią patrzeć. Przechodziła rehabilitację, ale nie było widać rezultatów. Pewnego wieczoru zadzwonił do mnie mój tato i w rozpaczy powiedział, że nie żyje. – Wyjmij z siebie swoją ciocię. – Nie ma sprawy, jest. – Jak wygląda? – Tak jak ją widziałem ostatnio, taka nienaturalna i wykrzywiona. – Powiedz do niej, że już jest jej dobrze, że jest już u Ojca. Wziąłem głębszy oddech i powtórzyłem jej słowa. – Zareagowała jakoś? – Tak. Pojawiła się nad nią złota poświata, dokładnie tak jak u świętych. – Teraz jest bezpieczna, była zagubiona, ale zdecydowała się na światło. Wioleta schowała pomadkę do torebki. Chciałem uścisnąć jej ręce, za to co dla mnie robi, ale wiedziałem że to za dużo, przynajmniej nie teraz. Długo po sesji myślałem, że powinna uczyć swoich metod innych i otwierać więcej swoich praktyk, ale potem pojawia się pytanie, czy każda inna osoba poprowadzi swoich klientów tak samo dobrze jak ona. Bo w te symulacje może grać każdy z nas, ale czy każdy wie dokąd pójść, żeby się wyzwolić od niechcianego i poczuć ulgę? W pewnym momencie, już nie pamiętam którym zacząłem płakać. Widziałem postać, która chce mi zrobić krzywdę. Bałem się jej jak nigdy nikogo przedtem. Wioleta pomogła mi przegonić Go. Skąd był i kim był? Nie wiem. Ale wiem że przez lata musiał zabierać moje siły życiowe i spowalniać drogę do sukcesu. Teraz już wiem, poświęcę wszystko, żeby już nigdy więcej nie wrócić do ciemności.

Featured Photo by K. Mitch Hodge on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.