One-man show
Krystian chwycił po telefon i włączył aplikację, której nie używał prawie wcale – aplikację Telefon. Choć miał zawieszoną firmę, do października musiał wnioskować o e-doręczenia do kontaktu z urzędami i instytucjami publicznymi. Na początku myślał, że wystarczy mu jeden telefon, żeby wyjaśnić wszelkie wątpliwości, ale nie skończyło się na jednym połączeniu. Obsłużyli go konsultanci płci męskiej, ale dzień potem już tylko konsultantki. Kiedy odłożył telefon, poczuł…satysfakcję. Tyle że nie z powodu, że czegoś się dowiedział, ale że po raz pierwszy tego dnia na jego twarzy pojawił się uśmiech po rozmowie z panią X Y. Tu nie chodziło o wyjaśnienie, czym ma podpisać swój wniosek o e-doręczenia, tu chodziło o to, że te rozmowy realnie sprawiły mu przyjemność przez sam kontakt z człowiekiem. Na początku było to bardzo miłe uczucie, jednak chwilę potem przypomniał sobie o kilku dziewczynach z Tindera, z którymi przez czat podzielił się numerem swojego telefonu. On wcale nie chciał z nimi rozmawiać, tak jak teraz nie potrzebował po dwóch rozmowach z infolinią dzwonić na nią po raz kolejny. On chciał jednego – być zauważony. Opowiadał więc tym dziewczynom co robił cały dzień w pracy, co zjadł na śniadanie, co robił w trakcie przerwy obiadowej, co robił po pracy. Co wydarzyło się mu na wakacjach, czym w ogóle zajmuje się w pracy i…tak dalej i tak dalej. Tak naprawdę mógłby tak mówić do kukły, jednak po drugiej stronie faktycznie był człowiek, a nie czatbot. I chwilę potem nie czuł już tej satysfakcji, ile wyrzuty sumienia. Prawie niewidoczne, skrzętnie ukryte za oparami dumy i ego, ale odczuwalne tak jak lekkie ukłucie końcówką igły. Przez to, że nigdy nie dał szansy tym dziewczynom poznać się na żywo, nie mówiąc już o dbaniu o jakąkolwiek równowagę w rozmowie. Te dziewczyny odpuściły sobie teraz kontakty z chłopakami. Teraz leżą w swoich łóżkach, oglądają Netflixa i zamawiają swoje ulubione jedzenie z dostawą. Nie czują się wykorzystane. Dobrze wiedzą że były uczestniczkami one-man show, na które wcale się nie pisały. Wiedzą, że były tylko medium, przez które przechodziły myśli Krystiana, a potem Antoniego, a potem… Ale one cały czas, pomimo wszelkich trudności, wierzą w prawdziwą miłość. Z kolejnymi takimi przypadkami ugruntowują się jeszcze bardziej. Są dla siebie jeszcze bardziej znaczące, pomimo że rzeczywistość pokazuje im wciąż te same, niezmieniające się obrazy. Kolejne zaproszenia na one-man show, które tym razem rozpoznają z kilometra. I zamiast czuć żal, cieszą się że nauczyły się czegoś nowego. Tak jak dziecko uczy się, żeby nie dotykać gorącej patelni. Wiele osób na social media zastanawia się, co poszło nie tak. Może trzeba po prostu „wyjść do ludzi”. Tyle że na zewnątrz jest zupełnie to samo. Jedyną różnicą jest początek znajomości. Żeby być świadomym drugiego człowieka – to powinna być nowa fraza, która mogłaby być przypominana w piosenkach, reklamach, a może i na drogowych znakach.
Featured Photo by Pim de Boer on Unsplash






