#Literatura

Spokojnie, to tylko entuzjazm

Spokojnie, to tylko entuzjazm

I kolejny raz. Dałem od siebie trochę więcej. Ale…spokojnie, to był tylko jego entuzjazm. Teraz już wiem, że „Gdzie mieszkasz”, „Co robisz w życiu” to pytania-minimum: minimum wkładu, minimum czegokolwiek. Już wiem, że kiedy pula „pytań-minimum” się wyczerpie, nie pozostanie już nic. Jak wykupiony karnet na siłownię w styczniu – jedno wejście, drugie wejście, trzecie…nie już bez trzeciego, bo drugie było już ostatnim. A więc plany na idealną sylwetkę zaprzepaszczone, szanse na poznanie nowej ciekawej osoby są również bliskie zera. Co ma się w zamian? Może nie do końca nic, ale życie w zawieszeniu. Czy dobrze to widzę? Może chłopacy z siłowni na Zakrzowie wcale nie czytają wiadomości od swoich dziewczyn między seriami, tylko przewijają aplikację Pogoda? Dodają cyfry do aplikacji Kalkulator? Czyli jakby nie rezygnują z siłowni całkowicie, ale dają z siebie zupełne minimum. Może zostałem tak wychowany, ale nie cierpię dawać z siebie minimum. Wolę wtedy podziwiać chmury na niebie, czasami są tak nieprzewidywalne w swoich formach, wsysać zieleń drzew w parku kieszonkowym – tak to są rzeczy które czasem cenię sobie bardziej od męczenia się z nowymi znajomościami. Na początku bardzo mnie to bolało i musiałem umówić się na wizytę u Wiolety, ale potem gdy już zupełnie ochłonąłem, kontynuowałem swoje pojawianie się w różnych miejscach. I chociaż znowu widziałem podobne schematy, kompletnie mnie to już nie ruszało. Ba, czasem łapałem się na tym, że sam byłem podekscytowany daną znajomością, ale potem już się nie kontaktowałem. Mówiłem, że możemy się kiedyś spotkać, ale potem rozpływałem się w powietrzu. Bo po prostu czułem, że to nie to. Ale staram się unikać tego błędu i z podekscytowanego – czytaj dającemu komuś nadzieję – jestem neutralny, niemal tak żeby nie zdradzać swoich prawdziwych intencji. I to jest chyba najlepsze z możliwych rozwiązań. Ostatnio dużo myślę o swojej przyszłości – podczas gdy miałem dwadzieścia parę lat mój entuzjazm był naprawdę wysoko, teraz kiedy mam trzydzieści parę lat i wiele rzeczy zostało opóźnionych przez pandemię, próbuję też obiektywnie spojrzeć na świat. Trochę żałuję, że coraz częściej wszystko jest bardziej sztywne i działa według regulaminów czy procedur. Mam wrażenie, że jak tylko wyłamię się z nich to jestem traktowany jak wariat. Sam chciałbym żeby kontakty z ludźmi były bardziej transparentne, ale to chyba niemożliwe. Ale na pewno, a zwłaszcza po spotkaniach online z Wioletą bardziej cenię sobie kontakt ze sobą – jest mi lepiej, mogę skupić się na tworzeniu, i szukać szans, żeby móc kiedyś z tego żyć, ale nie tylko „pokazywać” swoją twórczość. Tak jak napisał kiedyś pewien Konrad – na spokojnie. Albo mój nauczyciel od fizyki – tylko spokój nas uratuje. Chodzi mi tylko o to, żebyś nie traktował(a) relacji z drugim człowiekiem jako twoje być albo nie być, bo w tych czasach są one chwiejne jak marcowa pogoda.

Featured Photo by julien Tromeur on Unsplash

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz, akceptujesz politykę prywatności i zasady użytkowania.