Obiecaj

Alicja nie zamknęła tylnych drzwi, przez które nocą potajemnie wykrada się jej kot. Mogłaby zrobić wyjątek i po prostu machnąć na to ręką, ale nie mogłaby sobie tego wybaczyć. Edward jak zawsze leży na kanapie i oblizuje swoją futrzaną łapę. Jego pani zamyka drzwi, sprawdza pięć razy klamkę i wraca do samochodu. – Po co się wróciłaś? – Zapomniałam papierosów. – Papierosów? Alicja marszczy brwi. Właściwie nie musi się tłumaczyć ze swojego spóźnienia. Czasami wraca jeszcze po kawałek swojej ulubionej drożdżówki, którą wypieka co tydzień w kaflowym piecu. Albo sprawdza w gazecie, jaka będzie pogoda w następny weekend. Ale teraz jest inaczej. Alicja dobrze wie, że kobieta, z którą spotyka się od ponad pięciu lat i z którą dzieli raz w tygodniu łózko, chce wreszcie szczerych odpowiedzi, szczerych uśmiechów i szczerych wyznań miłości. Dzięki Bogu ma teraz wymówkę, że musi uważać na szkolne dzieci chodzące na poboczu. Włącza więc radio z przebojami z lat osiemdziesiątych i kieruje wzrok prosto przed siebie. Być może oprócz otwartych drzwi zapomniała o czymś jeszcze. O czymś, co nie pozwoli jej spokojnie prowadzić samochodu swojego męża. Kwadrans przed wyjściem z domu Alicja gotowała na palniku mleko. Zawsze przelewa je do swojego ulubionego kubka z łowickimi wzorami i miesza z tanim kakao. Czy aby na pewno wyłączyła palnik? Być może Edward nie może wyjść z płonącego mieszkania, bo tylne drzwi na taras, które mogły okazać się jego wyjściem ewakuacyjnym, są teraz zamknięte. Już nigdy nie będzie mogła zanurzyć swoich pomarszczonych dłoni w jego lśniącej sierści i nigdy nie będzie mogła nasypać mu jego karmy z reklamy w telewizji. Alicja czuje, że ręce, które powinny się trzymać mocno kierownicy, ślizgają się raz w górę, raz w dół. Chciałaby się teraz wznieść tym samochodem w powietrze, a potem polecieć w kosmos, gdzie zamieszkałaby na planecie, w której każdy jest prawdziwy. Ciekawe, jak nazywałaby się taka planeta. Czy na takiej planecie nie byłoby konfliktów, wojen i przemocy? A może już istnieje taka planeta, tylko jeszcze nikt się o niej nie dowiedział? – Obiecaj, że powiesz o nas córce. Grawitacja na planecie, w której jeszcze przed minutą prowadziła nowe, prawdziwe życie, przestaje działać. Znowu siedzi w starym używanym Oplu obok kobiety, która istniała i nie istniała zarazem w jej życiu. Alicja zwalnia samochód i włącza prawy kierunkowskaz. Zatrzymuje się przed starym dębem. Ma wrażenie, że musi zostać tutaj dopóty, dopóki po raz kolejny nie wypowie następnego kłamstwa. Tym razem coś ją od tego powstrzymuje. Może w końcu wzbierze się na odwagę, żeby żyć jak mieszkanka swojej nowej planety? Bez coniedzielnych spacerów do kościoła, bez coniedzielnych wizyt u teściów, a może też bez okropnie nudnej pracy w drukarni. Nigdy nie interesowały ją kobiety. Nie interesowały, dopóki nie poznała Sylwii. Alicja miała wtenczas poczucie, że widzi w niej własną siebie. Każdy jej uśmiech, i każdy jej śmiech oznaczały dużo więcej niż najszczodrobliwszy gest miłości. Wcześniej nigdy tego nie doznała. Myślała nawet, że wcale nie potrzebuje potwierdzenia swojej wartości. Życie jest po to, żeby zarabiać na rodzinę i jakoś przeżyć do końca miesiąca. Życie nie jest po to, żeby robić rzeczy, których poza tobą nie robi nikt inny. Często zadawała sobie pytanie, kim w ogóle jest, żeby robić rzeczy wbrew innym. Jest żoną urzędnika, matką szesnastoletniej córki, pracownicą drukarni. To mało, jak na pięćdziesiąt lat życia. A może w sam raz? Alicja nie zabrała jeszcze rąk z kierownicy. Cały czas trzyma je kurczowo tak jak wystraszone dziecko trzyma się matki, kiedy zobaczy potwora za falbaną firany. Zabiera ręce dopiero, kiedy przed samochodem pojawia się obcy mężczyzna. Nie, żadna z nich nie potrzebuje teraz pomocy. Niech wszystko zostanie po staremu. Niech życie żyje swoim życiem. Nie życiem żałosnej oszustki, która miała za mało odwagi, żeby żyć sobą. Mężczyzna zostawia kobiety i odjeżdża. Przynajmniej nie będzie miał wyrzutów sumienia, że się nie zatrzymał. Alicja odpala samochód i wraca na jezdnię. Dodaje tylko odrobinę więcej gazu niż zawsze i zmienia bieg na wyższy. Tym razem i ona źle zrozumiała znaczenie słowa odwaga. W końcu nie obiecała Sylwii, że dotrze z nią razem do celu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *