Fot.: M. Cieszewski/Poland.pl

‐ Samobójstwo z powodu mężczyzny, tak jak w legendzie o księżniczce Wandzie. Nigdy bym tego nie zrobiła. Po prostu spakowałabym walizki. Wielu osobom w ogóle to nie odpowiada. „Jak to wytrzymujesz?”, pytają mnie. ‐ Ale ja chcę żyć tak, jak chcę.

Ja się boję

Umówiłem się z polskim dziennikarzem na obiad w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu. Moi znajomi ostrzegali mnie, że pogardza wszystkim co niemieckie. Należy bowiem do pokolenia, które zostało wychowane w atmosferze komunizmu i straciło wiarę w siebie zaraz po jego upadku. To pokolenie twierdzi, że Niemcy są odpowiedzialni za całe zło. Teraz, kiedy odbudowały się na nowo, Polacy muszą liczyć się z najgorszym – również ze strony Rosjan. Za czasów komunizmu Polacy i Rosjanie znaleźli odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące przyszłości. Rosjanie – słowiańscy współbracia Polaków – wyzwolili ich od Niemców i razem z nimi chcieli stworzyć na podwalinach komunizmu krainę równości. Polacy zajmowali w nim ważne miejsce. Jednak to już przeszłość, a ten kto powołuje się teraz na Lenina, nie idzie z duchem czasu. Rozczarowania bolą dwa razy mocniej, gdy wrócimy pamięcią, jak wysokie stanowiska kierownicze czekały na młodych zwolenników komunizmu.
Kto jest winien tego wszystkiego? Niemcy i Żydzi; To oni knują teraz przeciwko Polakom. Izrael domaga się zwrotu mienia żydowskiego, które zostało zawłaszczone przed i po okupacji hitlerowskiej. Dla Krakowa oznaczałoby to jedno: zwrot około trzeciej czwartej miasta żydowskim potomkom właścicieli. Podobno znajdzie się rozwiązanie, mówią głosy z Jerozolimy i z Nowego Jorku. Jednak takie głosy godzą w narodowe uczucia Polaków, którzy za każdym razem muszą się usprawiedliwiać i udowadniać swoją chęć pojednania – na przykład poprzez swoje uczestnictwo w interwencjach zbrojnych na Bliskim Wschodzie, które nie mają nic ale to nic wspólnego z historią Polski. Tak traktuje się zwyciężonych.
Osiągnięcia komunizmu takie jak pełne zatrudnienie, pewna emerytura czy gwarantowany urlop straciliśmy raz na zawsze. To, co przyszło później, to duża wolność dla garstki – zaś dla innych zawodowa niepewność, a przede wszystkim niepewna przyszłość – czyli przeciwieństwo tego, czego mogliśmy oczekiwać do tej pory.
Tak właśnie opisywano mi mniej więcej poglądy młodych polskich zwolenników komunizmu, do których należy również Jan Tobolski (nazwisko zmienione).
Przychodzi punktualny co do minuty. Podajemy sobie dłoń. Młoda, uśmiechnięta tłumaczka zajmuje miejsce przy naszym stoliku jako ostatnia. Jan Tobolski wie, że urodziłem się na Dolnym Śląsku, że musiałem uciekać tuż przed końcem wojny, że mieszkam teraz w stolicy Bawarii, że studiowałem historię oraz że pracuję jako pisarz i dziennikarz. ‐ Dlaczego chce Pan rozmawiać akurat ze mną? ‐ pyta. ‐ Chcę zrozumieć, o czym tak naprawdę myślą Polacy, dla których Niemcy to wróg odwieczny.
Jan Tobolski skina głową. ‐ Proszę sobie wyobrazić, że nie jest Pan Niemcem, lecz Polakiem. Pana kraj znów znajduje się w okowach Niemiec i Rosji. Historia nie pozostawia złudzeń: Polska jest w niebezpieczeństwie, jak tylko Niemcy i Rosja mają się ku sobie. Co by Pan zrobił?
‐ Bardzo proste, Polska musi pójść taką drogą, aby poradzić sobie z obydwoma sąsiadami. Ze strony Niemiec nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo, zaś członkostwo w Unii Europejskiej i w Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego pomoże jej w przypadku konfliktu z Rosją.
‐ To tylko pańska własna opinia ‐ odpowiada. ‐ W Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego generałowie zajmujący naczelne stanowiska to Niemcy. Czy myśli Pan, że mamy do nich zaufanie? ‐ wybucha gorzkim śmiechem. ‐ Jeśli to oni integrują nas w pakty, nie muszą nas wcale podbijać. Strach Polaków przed Rosją tylko im to ułatwia. Boimy się Niemiec. Niemcy przegrały dwie wojny światowe, a już stoją na samym czele Europy. Panu to się pewnie podoba, ale gdyby był Pan Polakiem… Wysłuchałem wszystkich historii wojennych i obejrzałem wszystkie filmy powojenne. Być może nie wszystko pokrywa się z prawdą, ale wystarczy jeżeli zgadza się tylko połowa. Nie, boimy się Niemiec. Mogliśmy spać spokojnie tylko wtedy, kiedy były pokonane.
‐ Czy był Pan kiedykolwiek w Niemczech? ‐ zapytałem.
Potrząsa przecząco głową. ‐ Unikam tego. Niemcy to dla mnie autostrada do Francji. Nie oglądając się na prawo i lewo, przejechałbym przez nie, a na granicy odmówiłbym szybko zdrowaśkę.
Cieszę się, że Jan Tobolski swobodnie daje upust swoim awersjom. Jeszcze nigdy nie poznałem osoby, która byłaby aż tak szczera.
‐ Nigdy nie znajdziemy wspólnego języka ‐ mówi. ‐ Czy zna Pan przysłowie „Póki świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem”? Czy wie Pan ‐ dodaje ‐ jakiej legendy uczą się dzieci w polskich szkołach? O pięknej księżniczce Wandzie, która miała wyjść za bogatego Niemca. Wie Pan co wtedy zrobiła? Wolała sobie odebrać życie ‐ przerywa nagle i nabiera głębokiego powietrza. ‐ Straciliśmy na wojnie sześć milionów ludzi. Walka z Niemcami uczyniła z nas bohaterów.
Usiłuję skierować rozmowę w innym kierunku. Pytam, czy słyszał o niemieckim ruchu oporu przeciwko Hitlerowi, czy zna sylwetkę Helmutha von Moltke i Krąg z Krzyżowej. Pytam, co myśli na temat uklęknięcia Willego Brandta pod pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. ‐ Nie ‐ odpowiada. ‐ Nigdy nie słyszałem o antyfaszystowskich Niemcach, a wizyta kanclerza w Warszawie nie wzbudziła wcale większego zainteresowania. Nieliczni uznali ją za typowo niemiecki manewr maskujący. Willy Brandt chciał tym uśpić tylko naszą czujność.
Tłumaczka nie przerywa. Jej twarz nawet nie drga. Ciekawe, o czym teraz myśli?
Jan Tobolski patrzy na swój zegarek. ‐ Muszę już iść. Przepraszam, jeżeli czymś Pana uraziłem, ale chciał Pan rozmawiać z Polakiem, który powie to co myśli wiele Polaków. Wstaje od stolika. ‐ Dziękuję za zaproszenie na obiad ‐ skina do mnie głową i odchodzi. Proszę tłumaczkę, żeby jeszcze została. Kobieta odprowadza Jana Tobolskiego do wyjścia z restauracji, rozmawia z nim przez parę minut i wraca do mojego stolika.

Ja się nie boję

‐ Ależ to nieprawda. Wcale tak nie myślę ‐ odpowiada spytana o zdanie na temat poprzedniej rozmowy. ‐ Nie pozwolę, żeby polityka zdominowała moje życie. Gdyby znów doszło do wojny lub czegoś równie strasznego, nie będę miała innego wyboru, ale prędzej skończyłabym w wariatkowie, gdybym nie zmieniła sposobu swojego myślenia. Czy mam na cokolwiek wpływ? Wręcz przeciwnie. Nie pozwolę, żeby kierowały mną ani uprzedzenia ani ideologie. Nawiasem mówiąc, nie mam wcale dobrego zdania o politykach. Oni postępują zgodnie z przysłowiem: „W mętnej wodzie dobrze ryby łowić” ‐ dodaje i spogląda na mnie z uśmiechem. Czyż nie mam racji?
Pytam ją o jej życie prywatne.
‐ Pracuję w dwóch zawodach: jako tłumaczka i sekretarka w hotelu. Mam troje dzieci, lecz wychowuję je sama ‐ przerywa na kilka sekund, po czym dodaje: ‐ Wszyscy, których znam, bardzo mi współczują… Moje życie jest jednak dużo lepsze: to ja odpowiadam za jego bieg, pieniądze które zarabiam zostają w mojej kieszeni, a kiedy ktoś wpadnie mi w oko, nie pytam o narodowość. ‐ wybucha śmiechem. ‐ Samobójstwo z powodu mężczyzny, tak jak w legendzie o księżniczce Wandzie. Nigdy bym tego nie zrobiła. Po prostu spakowałabym walizki. Wielu osobom w ogóle to nie odpowiada. „Jak to wytrzymujesz?”, pytają mnie. ‐ Ale ja chcę żyć tak, jak chcę.
Na studiach zajmowałam się przeszłością Polski i niemal mimochodem zainteresowały mnie Niemcy. Studiowałam później germanistykę we Wrocławiu (podaje polską i niemiecką nazwę miasta), pogłębiałam wiedzę o niemieckiej kulturze, niemieckich poetach i niemieckich artystach. Poznałam wtedy zupełnie inne Niemcy od tych, o których w kółko opowiada się w Polsce.
Te studia bardzo mi pomogły. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej nie tylko o nieżyjących niemieckich pisarzach, malarzach i kompozytorach, ale i poznać również żyjące osoby. To mnie rozwija, a nie ciągłe drążenie przeszłości. Boże drogi, do czego ludzie byli zdolni! Bądźmy wdzięczni, że żyjemy w innych czasach. Na przykład nasza dzisiejsza rozmowa. Jak nieskrępowanie możemy ze sobą porozmawiać. To nasza teraźniejszość, a nie wojenna zawierucha… Dosyć o mnie ‐ spogląda na mnie z uśmiechem ‐ Zwiedził Pan niezły kawał świata, wyruszył w dalekie podróże i zarobił do tego pieniądze. Jak Pan tego dokonał?

Tekst: Werner Gille: Dunkel ist des Heimwehs Farbe, Herbig Verlag 2015.

Obraz: Mariusz Cieszewski, Cricoteka / Cricoteka, Kraków, Poland, Poland.pl.

Bardzo dziękuję Wydawcy za zgodę na przekład powyższego tekstu. Mam nadzieję, że dotrze on do uczennic i uczniów, którzy obok „Medalionów” Z. Nałkowskiej czy „Pamiętnika z powstania warszawskiego” M. Białoszewskiego nie znajdują na listach lektur tekstów ukazujących problem polsko-niemiecki z szerszej perspektywy. Powinniśmy go zrozumieć głównie ze względu na nowe pokolenia Niemek i Niemców, którzy na zawsze będą obarczone tą tematyką, a którzy chcieliby przecież żyć w zgodzie z sąsiadującymi narodami bez duszącego i uniemożliwiającego życie poczucia winy.

Dodaj komentarz

Napisz swój komentarz poniżej lub dołącz do rozmowy na Twitterze @pakulaonline.